Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bruksizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bruksizm. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 maja 2009

Niedobór magnezu przyczyną bruksizmu?

Kilku uczonych zwróciło uwagę na rolę magnezu u cierpiących na bruksizm. C. Ploceniak (1990) opisuje, jak niezawodna okazała się terapia magnezem w leczeniu tego schorzenia. Jeśli zrozumiemy, pisze autor, że bruksizm polega na nietypowym skurczu mięśni, to pozytywne działanie magnezu jest tu całkiem jasne. Ploceniak twierdzi, że w ciągu 20 lat, kiedy leczył pacjentów z bruksizem, intensywna terapia magnezem okazywała się w stu procentach skuteczna. Zwraca też uwagę na fakt, że po zaprzestaniu suplementacji tym biopierwiastkiem pacjenci na nowo zaczęli odczuwać dolegliwości.

Z kolei Daniel J. Wallace (2003) w książce A Short Guide to Fibromyalgia pisze o obiecujących możliwościach leczenia fibromialgii (choroby, której może towarzyszyć bruksizm), jakie daje terapia magnezowa. Autor zauważa też, że osoby chore na fibromialgię mają bardzo niski poziom tego pierwiastka w swoich mięśniach.

Pomimo tych doniesień kwestia niedoboru magnezu jako jednej z przyczyn bruksizmu (a co za tym idzie problemów ze stawami skroniowo-żuchwowymi) wydaje się być wciąż traktowana pobłażliwie. Mówi się wręcz o anegdotycznym powiązaniu tego minerału z bruksizmem. A może niedobór Mg jest tutaj kluczowy?

trzy powody, dla których tak właśnie może być:

  1. Powszechność bruksizmu wydaje się pokrywać z powszechnością niedoboru magnezu.

  2. Jasne jest, że niedobór magnezu i wapnia odpowiedzialnych za funkcjonowanie mięśni (kurczenie i rozkurczanie), wpływa na funkcjonowanie także mięśni twarzy i głowy. Jeśli jest za mało magnezu, to rozkurczanie tych mięśni zaczyna być mocno upośledzone. A przecież bruksizm polega na patologicznym skurczu mięśni skroniowych (zaciskanie szczęk). Jeśli rozkurczanie jest utrudnione z powodu braku magnezu, to patologiczna sytuacja utrzymuje się.

  3. Niedobór magnezu osłabia nas nie tylko fizycznie, ale także psychicznie. Osoby mające za mało tego biopierwiastka są drażliwe, zmęczone psychicznie, niewyspane, agresywne, pesymistycznie nastawione, bojaźliwe i o wiele gorzej znoszą codzienne stresy. Jeśli to wszystko się kumuluje, a niedobór Mg jest utrzymywany, to odreagowanie następuje w nocy pod postacią bruksizmu. Ponadto jeśli wierzyć niedawnym doniesieniom o tym, że mózg człowieka niewyspanego nie radzi sobie z negatywnymi wydarzeniami tak, jak radzi sobie mózg kogoś, kto dobrze sypia, to nietrudno dojść do wniosku, że łatwo o bruksizm w sytuacji, kiedy osoba z niedoborem magnezu, która będąc i tak niewyspaną, kładzie się do łózka patologicznie zmęczona i zestresowana.
Prawdę mówiąc, wygląda to na błędne koło: psychika człowieka nie radzi sobie z codziennym funkcjonowaniem, więc odreagowuje stres nocą zaciskając szczęki, co jest zintensyfikowane upośledzonym funkcjonowaniem mięśni, wynikającym ze zbyt małej ilości magnezu w organizmie. Bruksizm doprowadza do coraz większego zmęczenia, przez co psychika funkcjonuje z każdym dniem coraz gorzej i coraz bardziej odreagowuje to na ciele. Koło się zamyka, a wszystko prawdopodobnie przez niedobór Mg.

To wszystko mnie o tyle przekonuje, że mój "galopujący" bruksizm był leczony na wiele różnych sposobów i dopiero suplementacja, a w tym magnez, dała mi ulgę, dzięki czemu mogę teraz normalnie funkcjonować. Osobiście uważam, że specjaliści powinni o wiele dokładniej przyjrzeć się korelacji magnez-bruksizm.

Źródła:
Bruxism and magnesium, my clinical experiences since 1980
BruxismHub.com
NaturDoctor.com
Czytaj cały wpis »»»

środa, 6 maja 2009

Szyna NTI kontra tradycyjna szyna okluzyjna

© Mik81 @ Wikimedia Commons
Omówię dziś dwie metody leczenia bruksizmu i dysfunkcji stawów skroniowo-żuchwowych. Jedna to tradycyjne użycie szyny okluzyjnej, która wygląda tak: l i n k. Jak widać, zakrywa ona wszystkie zęby żuchwy lub górnej szczęki (gdyż istnieją dwie wersji tej szyny - na górę lub na dół). Druga metoda to leczenie przy użyciu rewolucyjnej szyny NTI, wyglądającej tak: l i n k. Szyna NTI powstała w odpowiedzi na fiasko, jakie odniosła metoda tradycyjna.

Kilka lat temu korespondowałem z twórcą szyny NTI. On sam i teksty jego autorstwa dały mi wiele do myślenia. Teraz kilka słów o samym twórcy. Ten pan to praktyk, nie teoretyk. Stworzył szynę NTI, by pomóc sobie samemu, jako że cierpiał na niezwykle intensywne migreny i bóle głowy. Będąc doktorem stomatologii, leczył ludzi zwykła okluzyjną szyną. Sam też ją nosił, ale bez zadowalających rezultatów. W wyniku teoretycznych prób rozwiązania problemu i zrozumienia mechanizmu bruksizmu i dysfunkcji stawów skroniowo-żuchwowych, dr Boyd stworzył prototyp szyny NTI, który testował z powodzeniem na sobie.

Ten wpis, wbrew pozorom, nie ma na celu zachwalania szyny NTI, choć o niej też tu będzie. Celem jest jednak przestroga przed tym, do czego może doprowadzić leczenie szyną okluzyjną.

Leczeniem bruksizmu i dysfunkcji SSŻ (stawów skroniowo-żuchwowych) często zajmują się stomatolodzy. Dr Boyd zwraca uwagę na ich błędne podejście do problemu i, w fakcie, nierozumienie mechanizmu bruksizmu. Dentyści uważają mianowicie, że bruksizm polega na zgrzytaniu zębów i tak też podchodzą do problemu. Taka jest zresztą definicja słownikowa bruksizmu. Tak też ja sam często o nim mówię i piszę. Jednak musimy pamiętać, jak piszę dr Boyd, że zanim nastąpi zaciskanie i zgrzytanie zębów, musi nastąpić zaciskanie szczęk. I w tym cały sęk. Stomatolodzy są głównie zainteresowani zębami, dlatego leczą te schorzenia poprzez manipulację zgryzem, a więc poprzez zmiany na poziomie zębów, podczas gdy powinno to się robić na poziomie stawów i mięśni.

Tradycyjna szyna okluzyjna nie pozwala zębom górnym i dolnym wejść w kontakt ze sobą. O to właśnie chodzi stomatologom: zęby się nie ścierają. Ale, jak zauważa twórca NTI, najsilniejsze odmiany bruksizmu są spowodowane tak wielkim napięciem mieśni, że powoduje to bardzo stabilny układ zaciśnietych szczęk bez jakiegokolwiek zgrzytania zębami, gdyż silny pionowy nacisk jest spowodowany innymi mięśniami (mięśniami skroniowymi) od tych, które sprawiają, że żuchwa wykonuje ruchy na boki (np. podczas przeżuwania pokarmu). Działająco pionowo siła (zaciskanie szczęk) znosi siły innych mięśni, wywołujących ruchy żuchwy w płaszczyźnie poziomej (czyli ruchy typu "zgrzytanie zębami"). Innymi słowy, mocno starte w wyniku zgrzytania nocą zęby występują u ludzi, którzy cierpią na lekki bruksizm, podczas gdy ci chorzy najpoważniej wcale nie muszą mieć startych zębów, gdyż pionowa siła nacisku jest u nich tak duża, że nie następują ruchy żuchwy na bok. Stan uzębienia (starte zęby) nie pozwala zatem stwierdzić, na jak silne bóle głowy/migreny cierpi dany człowiek.

Stosując szynę okluzyjną rzeczywiście zapobiegamy zgrzytaniu zębów i bezpośredniemu kontaktowi zębów górnych z dolnymi, ale robimy też coś złego. Jak zauważa dr Boyd, tworzymy nową, idealną płaszczyznę dla patologicznego nacisku. Zatem w wyniku stosowania szyny okluzyjnej u jednych pacjentów może nastąpić poprawa, u innych problem pozostanie bez zmian, a u jeszcze innych nastąpi pogorszenie stanu. Wg. twórcy NTI, szyna okluzyjna w leczeniu bruksizmu i dysfunkcji SSŻ ma skuteczność... placebo.

Problem bruksizmu i zaciskania szczęk leży w tym, że długotrwały nacisk jest rozkładany na wszystkie zęby, w tym tylne. Powoduje to nadwyrężanie mięśni twarzy i stawów skroniowo-żuchwowych, prowadząc z czasem do zniszczenia tych ostatnich. Logika podpowiada, że szyna okluzyjna nie zwalcza, a wręcz intensyfikuje problem, gdyż zakrywając wszystkie zęby, nacisk dalej jest rozłożony jak poprzednio. Prosty test obrazuje sytuację: gdy umieścimy np. ołówek między przednimi zębami górnymi i dolnymi, i zaciśniemy szczęki, to mięsień skroniowy nie napnie się w tak wielkim stopniu, jak gdybyśmy zacisnęli zęby bez ołówka. W tym drugim przypadku wyraźnie czujemy dwie rzeczy: po pierwsze, czujemy nacisk tylnych zębów, które stykają się ze sobą, a po drugie,
mięśnie skroniowe napinają się o wiele bardziej niż z ołówkiem w ustach.

Test z ołówkiem wyjaśnia budowę i działanie szyny NTI. Dzięki temu, że szyna NTI jest założona na przednie zęby, nie ma możliwośći, by tylne zęby stykały się i by tworzył się tam patologiczny nacisk. Podczas noszenia szyny tradycyjnej tylne zęby naciskają na siebie za pośrednictwem tej szyny, dzięki NTI natomiast tworzy się przestrzeń między zębami tylnymi (jak i wszystkimi zębami). Tym samym szyna NTI relaksuje mięśnie twarzy i głowy oraz stawy skroniowo-żuchwowe, co przekłada się na zmniejszanie się bólów głowy i migren, a z czasem noszenia szyny NTI, te dolegliwości ustępują. Można powiedzieć, że szyna NTI, w przeciwieństwie do szyny okluzyjnej, zapobiega zaciskaniu szczęk we wszystkich konfiguracjach ich położenia i płaszczyznach.

A (dopiero) teraz do meritum. Leczenie tradycyjną szyną okluzyjną jest nie tylko nieskuteczne, ale może okazać się niebezpieczne z dramatycznymi konsekwencjami. Szczególnie, gdy taka szyna jest modyfikowana przez stomatologa lub protetyka poprzez dodanie plastelinopodobnej substancji, która z czasem zasycha. Dzięki temu zmienia się wysokość szyny. W przeciwieństwie do szyny NTI, szyna okluzyjna może spowodować bardzo negatywne zmiany w obrębie stawów skroniowo-żuchwowych. Może doprowadzić np. do przemieszczenia się kłykci żuchwy lub wybicia ich główek ze stawów. A wtedy bardzo trudno o ratunek. Niestety znam takie przypadki. Zaznaczam, że nie zdarza się to przy normalnym użytkowaniu szyny okluzyjnej, kiedy nie następuje manipulacja wysokością i kształtem szyny. Niemniej osobiście uważam, że można postrzegać leczenie szyną okluzyjną za dość inwazyjne, gdyż może prowadzić do bardzo niekorzystnych zmian w obrębie stawów skroniowo-żuchwowych.

Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że kilka lat temu szyna okluzyjna przyczyniła się u mnie do powstania strasznie silnych migren i bólów głowy, których nigdy wcześniej nie miałem. Po zaprzestaniu leczenia tą metodą, dolegliwości na szczęście ustąpiły. Nosiłem także szynę NTI i na pewno bardziej relaksowała mięśnie twarzy niż szyna tradycyjna, choć, podobnie jak aparat ORA, wpływała u mnie negatywnie na przełykanie, dlatego z czasem przestałem jej używać. Być może nie była odpowiednio zrobiona, gdyż dr Boyd zaznacza, że taka szyna musi spełniać pewne normy wykonania, aby była skuteczna.

Istnieją oczywiście przeciwwskazania do zastosowania szyny NTI, np. zaawansowana choroba przyzębia. Twórca zaznacza też, że czasem wymagana jest drobna modyfikacja szyny NTI, gdyż każdy zgryz jest inny.

W świetle nieskuteczności szyny okluzyjnej i potencjalnie niebezpiecznych efektów jej noszenia, szyna NTI to rozwiązanie naprawdę rewolucyjne w leczeniu bruksizmu i dysfunkcji SSŻ. Jest w końcu odpowiedzią na fiasko metody tradycyjnej oraz wydaje się być owocem dogłębnego, empirycznego, zrozumienia istoty problemu.

Więcej informacji po angielsku znajdziecie pod adresami:
www.nti-tss.com
oraz
www.drjimboyd.com
Czytaj cały wpis »»»

poniedziałek, 4 maja 2009

Aparat ORA w walce ze stresem i bruksizmem - opinia użytkownika

© Lora
Choć stworzony we Francji i nazywany produktem francuskim, opatentowany i atestowany aparat ORA jest dziełem Polki. Aparat ma być swoistym przełomem w profilaktyce bruksizmu i zwalczaniu efektów stresu. Jego działanie polega na przywróceniu prawidłowej pozycji żuchwy oraz odciążeniu mięśni twarzy poprzez trzy proste ćwiczenia wykonywane z założonym na zęby aparatem. Poduszki aparatu tworzą barierę między zębami żuchwy i zębami górnej szczęki, nie pozwalając szczękom zacisnąć się ani zębom wejść w kontakt ze sobą podczas ćwiczeń. Odciążenie i relaksacja mięśni twarzy pociąga za sobą rozluźnienie pozostałych mięśni ciała i wpływa na działanie wszystkich stawów, co ogólnie przywraca całemu ciału naturalną równowagę (fizyczną) i poprawia nasze samopoczucie (równowaga psychiczna).

Z ulotki i ze strony aparatu można wyczytać, że na zaburzenia związane ze stawami skroniowo-żuchwowymi i z nadmiernym napięciem mięśniowym cierpi 80% populacji (bruksizm to wszak choroba cywilizacyjna). Z informacji dowiadujemy się także, że nieprawidłowości w tych obszarach mają wpływ zarówno na naszą równowagę fizyczną, jak i psychiczną. Z doświadczenia wiem, że to prawda. Podobno w wyniku bruksizmu często następuje zablokowanie wydzielania się niektórych hormonów regulujących nastrój (np. serotoniny), co by się zgadzało z tym, na co uskarżają się cierpiący na to schorzenie.

Czy aparat działa? Czy jest skuteczny? Na pierwsze pytanie mogę odpowiedzieć ze stanowczością, że aparat nie pozostawia naszego organizmu obojętnym, więc działanie na pewno jest. Mięśnie twarzy rzeczywiście rozluźniają się. W zasadzie, żeby je zrelaksować wystarczy włożyć aparat do ust i kawałek się przejść. Po wyjęciu czuć różnicę na plus. Podczas ćwiczeń z aparatem można doznać drobnych sensacji typu strzelanie w stawach, które są nieobecne lub nie tak nasilone, gdy wykonujemy te same ćwiczenia bez aparatu ORA. Jako że oddziałuje on na obszar, znajdujący się niedaleko błędnika, można po takich ćwiczeniach odczuwać małe zaburzenia równowagi, które osobiście mam za każdym razem, gdy użyję aparatu. Ważne jest, by po ćwiczeniach z aparatem obrócić się na bok, po czym wstać, a nie wstawać z pozycji "na plecach". Generalnie specjaliści ds. bruksizmu i dysfunkcji stawów skroniowo-żuchwowych zalecają, by zawsze w ten sposób przechodzić z pozycji leżącej do stojącej. Czyli po przebudzeniu się rano, powinniśmy się podnieść dopiero po obróceniu ciała na bok.

Wymieniłem krótkoterminowe efekty działania aparatu. Co z tymi długoterminowymi? Inaczej mówiąc: czy aparat jest skuteczny na dłuższą metę? Niestety, na to pytanie odpowiedzieć nie mogę, ponieważ aparat powoduje u mnie po pewnym czasie użytkowania trudności z przełykaniem. Takie zjawisko da się wytłumaczyć wpływem ORA na wszystkie mięśnie, a szczególnie te, znajdujące się blisko stawów skroniowo-żuchwowych. Przez te sensacje nigdy nie używałem go dłużej niż trzy tygodnie. Niemniej twórcy zapewniają, że korzystanie z tej metody nie ma żadnych skutków ubocznych. Co więcej, panie (a co to za szowinizm? Panów zapewne też) ucieszy fakt, że aparat ORA ma pozytywnie wpływać na urodę. Jak? Zależność zdaje się być tu dość oczywista. Jeśli aparat zapewnia relaksację mięśni, to twarz wygląda na mniej napiętą, a zatem zdrowszą i atrakcyjniejszą.

Osobiście wydaje mi się, że ten aparat może zdziałać dużo dobrego w profilaktyce i leczeniu łagodnego bruksizmu w początkowych jego fazach, ponieważ metoda zdaje się być bezinwazyjna (i tak też zapewniają twórcy). Do leczenia poważniejszych problemów ze stawami skroniowo-żuchwowymi ten aparat się oczywiście nie nadaje. Ale w profilaktyce, jak najbardziej. Zaletą aparatu jest też to, że ćwiczenia nie wymagają dużo czasu. Wg. twórców jednorazowa sesja powinna trwać około dwóch minut. Można ćwiczyć np. trzy razy dziennie, więc każdego dnia poświęcamy zaledwie sześć minut na istotną poprawę naszego zdrowia, jak obiecuje producent.

Wadą jest na pewno wygórowana cena aparatu. 100 zł za kawałek plastiku i trochę gumy? Rozumiem, że płacimy także za patent i technologię, ale cena i tak wydaje się lekką przesadą. Z drugiej strony, jeśli dzięki metodzie znacząco poprawimy komfort naszego życia, to myślę, że kwota nie ma już wtedy aż takiego znaczenia.

Więcej informacji znajdziecie na stronach aparatu ORA: www.ora-lora.com
Czytaj cały wpis »»»

czwartek, 30 kwietnia 2009

Bruksizm i TMJ wrogami publicznymi numer jeden?

PUBLIC DOMAIN, WIKIMEDIA COMMONS
Temat bruksizmu i TMJ (Temporomandibular Joint Disorder) jest mi niestety dobrze znany. W dużej mierze z przymusu. Prawda jest jednak taka, że lepiej o nim wiedzieć więcej niż nic, a to dlatego, że bruksizm, będąc chorobą cywilizacyjną, dotyczy praktycznie każdego mieszkańca Zachodu. Dlaczego akurat Zachodu? Wiąże się to ze wszystkim tym, co możemy określić jako zachodni styl życia: pośpiech, stres, kwadrylion rzeczy na głowie, stres, niedostatek snu, stres, złe odżywianie się, za mało ruchu, stres (!), brak umiejętności zarządzania własnymi (w tym przypadku głównie tymi negatywnymi) emocjami i, niespodzianka, stres.

Stres, jak widać, ma tu kluczowe znaczenie, bo właściwie cały problem bruksizmu i TMJ ma swój początek w destrukcyjnym działaniu stresu, któremu nie potrafimy dać ujścia. Wszystkie wyżej wymienione czynniki są albo przyczyną albo skutkiem stresu. Być może problem odstresowania się nie jest tutaj nawet najważniejszy, a znacznie poważniejszy jest fakt, że nasze życie jest wypełnione po brzegi nienaturalnymi z punktu widzenia świata zwierzęcego stresorami, które oddziałują na nas każdego dnia na nowo. Łatwo dojść zatem do wniosku, że doraźne odstresowywanie się, choć lepsze niż nic, nie może być jednak uznane w tym przypadku za prawdziwe remedium, jeśli nie usuwamy zewnętrznych przyczyn powodujących stres. Przyczyn, których tak naprawdę nie jesteśmy w stanie usunąć, bo musielibyśmy przestać uczestniczyć w życiu zachodniego społeczeństwa i przenieść się do pustelni w środku puszczy lub, jeszcze lepiej, do buddyjskiego klasztoru. Wszystko to brzmi fatalnie? Chciałbym napisać, że sytuacja jednak nie jest tak zła, jak mogłoby się wydawać, jednak myślę, że jest gorzej, niż myślimy.

Jest źle z dwóch powodów. Po pierwsze, profilaktyka bruksizmu i TMJ wymaga nie tyle uwzględnienia w swoim życiu czynności przeciwdziałających stresowi, co zmiany całego lajfstajlu, co się wiąże zarówno z regularnym odstresowywaniem się w aspekcie fizycznym, czyli uprawianiem sportu i generalnie dużą ilością ruchu, jak i z umiejętnością kontrolowania naszych emocji (i tu mógłby wkroczyć do akcji pan Goleman ze swoją słynną EQ). Te dwa aspekty, fizyczny i psychiczny, jeśli stanowią stałą część naszego życia, to pozwolą uchronić się przed negatywnymi skutkami życia w naszej, nota bene chorej, kulturze. Nie ma co ukrywać; jest to trudne do osiągnięcia i mało kto nas tego uczy (mówię tu szczególnie o zarządaniu naszymi emocjami).

Drugi powód jest, niestety, o wiele poważniejszy. Świadomość problemu i wiedza na jego temat jest w Polsce, nie ma co ukrywać, na niskim poziomie. I mowa tu zarówno o społeczeństwie w ogóle, jak i fachowcach w dziedzinie, którzy często nie traktują tej poważnej choroby cywilizacyjne poważnie. Coś o tym wiem, bo ja i moi bliscy zjeździli cały nasz piękny kraj w związku z poważnymi problememi związanymi z TMJ i mogę powiedzieć, że mam przekrojowy obraz sytuacji na wielu szczeblach lekarskich specjalności.

Jeśli chodzi o Polskę, to zagadnienie bruksizmu i TMJ to kwestia ostatniej dekady (o ile!). Na świecie, i mowa tu o USA, które przodują w leczeniu tych schorzeń, a w szczególności stanu Kalifornia, który z kolei prawdopodobnie przoduje w tej kwestii w USA, świadomość problemu i próby jego rozwiązania to kwestia chyba ostatnich kilkudziesięciu lat.

No dobrze, rozpisałem się, a nie wyjaśniłem, w czym w ogóle tkwi problem. Pewnie dlatego, że wydaje mi się, iż każdy coś o nim słyszał. Sam bruksizm polega m.in. na patologicznym zgrzytaniu zębami, przede wszystkim podczas snu. Nadmierny stres powoduje, że organizm "wyładowuje" go w nocy, trąc zębami górnymi o zęby żuchwy. Oczywiście, sytuacja, w której zęby łuku górnego i dolnego są w kontakcie jest całkowicie nienaturalna i patologiczna, ponieważ nigdy, przenigdy, nie powinno dojść do tego, by zęby się stykały. Są one najbliżej siebie podczas rozgryzania pokarmu, ale nawet wtedy istnieje między nimi bariera tworzona przez jedzenie, które zapobiega wejściu zębów w kontakt ze sobą. Dlatego czynności takie, jak zgrzytanie zębami, zaciskanie szczęk lub obgryzanie paznokci prowadzą do ścierania zębów i nadwyrężania mięśni i samego stawu skroniowo-żuchwowego.

Konsekwencje wbrew pozorom nie ograniczają się do samego uzębienia i degeneracji stawu skroniowo-żuchwowego, choć powiedziałbym, że tutaj leży największy problem, ale o tym za chwilę. Poważnym skutkiem takiego nocnego tarcia jest to, że zamiast obudzić się wyspanymi i pełnymi sił, budzimy się jeszcze bardziej zmęczeni, niż się kładliśmy, co wiem z własnego doświadczenia. Silny bruksizm często prowadzi do powstania stanu chronicznego zmęczenia. Wyobraźmy sobie noc za nocą, kiedy organizm zamiast odpoczywać i się regenerować, walczy ze stresem, który zbiera się w nim całymi dniami, tygodniami i miesiącami. Po całonocnym zgrzytaniu, człowiek budzi się z migreną, obolałymi mięśniami skroniowo-żuchwowymi, bolącymi i zeszlifowanymi zębami i poczuciem ogólnego wyczerpania.

Wracając do głównych konsekwencji bruksizmu, czyli jego oddziaływania na uzębienie i stawy skroniowo-żuchwowe. Sprawa ma się tak, że oczywiście na początku najbardziej cierpią zęby. Często są obolałe i pod ropą, z biegiem lat, nieleczony bruksizm doprowadza do ich zniszczenia: chwieją się i stają się zupełnie starte w miejscach, w których przez lata zgrzytanie było najsilniejsze. Potem degeneracji ulegają stawy skroniowo-żuchwowe: przy (bolesnych) ruchach szczęki słychać słynne już w świecie TMJ "tikanie," a żuchwa ma ograniczoną ruchliwość. To właśnie moment, w którym bruksizm prowadzi do powstania dysfunkcji stawu skroniowo-żuchwowego, czyli TMJ (Temporomandibular Joint Disorder).

No dobrze, to tyle, jeśli chodzi o ten wstępny post. Więcej na ten temat już wkrótce, bo nie ma sensu wszystkiego wciskać w jeden wpis. Dodam jeszcze tylko, że jeśli ktoś uważa, że problem nie jest aż tak powszechny, to zwróćcie uwagę na twarze ludzi. Tak ogólnie. Zobaczycie, że wielu ma mniej lub bardziej zdeformowane okolice ust, co wynika właśnie z problemów ze zgryzem i bruksizmem. Wielu takich ludzi podobno nie odczuwa żadnych dolegliwości z tym związanych i tak po prostu żyją, choć wydaje mi się, że nie przypisują oni swoich dolegliwości, jak np. migreny czy nieustannego zmęczenia, do spraw związanych z zaciskaniem szczęk i problemów ze stawami skroniowo-żuchwowymi. Faktem jest, że bruksizm i TMJ to choroby cywilizacyjne i każdy, mniej lub bardziej, okresowo lub cały czas, doświadcza ich destrukcyjnego działania, nawet jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy.

Choć to też temat na osobny post, to na pytanie co robić, by do tego wszystkiego nie doszło, odpowiedź jest (pozornie) prosta: zdusić problem w zarodku. Stłamsić chorobę na poziomie bruksizmu i nie dopuścić do jej postępu. Jak? Chyba tylko poprzez zmianę całego lifestyle'u, jak już napisałem, oraz poprzez świadome samouspokajanie organizmu. Mi to w całkiem dużym stopniu pomogło. Jednak, jak zawsze, łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Trzymajcie się!
Czytaj cały wpis »»»